Kolejna interwencja. Tym razem gm.Jordanów. Pojechaliśmy na zgłoszenie dotyczące psa na krótkim łańcuchu, brodzącego w błocie.
Na posesji zostaliśmy właścicieli. Przy garażu znajdował się pies. Buda w miarę przyzwoita, łańcuch długi, pies w dobrej kondycji, szczepienia aktualne, ale teren rzeczywiście błotnisty. Na tej samej posesji znajdowały się także 2 koty. Opiekunka powiedziała, że są też małe kocięta i mieszkają w tym właśnie garażu. Maluchy, głodne, wychudzone, zarobaczone, zapchlone, z infekcją uszu. Pani nie ma funduszy by wychować kolejne. Nie wiedziała co ma z nimi zrobić jak powiedziała " przecież nie utopię". Co było robić zabraliśmy całą trójkę na zrzeczenie. Pani jest umówiona na czerwiec na sterylizację kotki( sprawdziliśmy to telefonicznie u weterynarza którego podała), jestesmy w kontakcie z weterynarzem i będziemy monitorować czy zgłosiła się z kotką na zabieg. Właściciele biedni i nie bardzo radzący sobie życiowo zostali pouczeni co trzeba zrobić. I podpisali zobowiązanie. A my zostawiliśmy karmę dla psa i kotów. Tego samego dnia dostaliśmy zdjęcie, na nim nowo postawiony podest z drewna i psiak ma kawałek suchego miejsca. Da się da, czasem trzeba tylko podpowiedzieć co i jak.






